SYSTEM BEZ WYJŚCIA. Końcówka Becketta jako dramat algorytmiczny
Wyobraź sobie program, który uruchamia się każdego dnia i wykonuje dokładnie te same operacje w dokładnie tej samej kolejności. Sprawdza warunki. Wywołuje podprogramy. Otrzymuje te same dane wejściowe. Generuje te same dane wyjściowe. I nigdy – z powodów zakodowanych głęboko w swojej architekturze – nie może się zatrzymać, choć zatrzymanie jest jedynym stanem, którego pragnie.
To nie jest opis oprogramowania.
To jest Końcówka.
I. ZANIM PADNIE PIERWSZE SŁOWO: ARCHITEKTURA JAKO ZNACZENIE
Beckett otwiera Końcówkę didaskaliami, które są precyzyjniejsze niż większość dramatycznych tekstów w historii teatru. Szare światło. Dwa okna. Dwa kosze na śmieci. Fotel na kółkach. Postać nieruchoma, twarzą do widowni, przykryta prześcieradłem. Wszystko na swoim miejscu. Wszystko zawsze na swoim miejscu.
To nie jest scenografia. To jest środowisko wykonawcze.
Zanim Clov zdejmie prześcieradła z Hamma i z koszy, w których siedzą Nagg i Nell, zanim padnie pierwsze zdanie – widzimy system. Zamknięty, samowystarczalny, działający według reguł, których nie wybierał żaden z jego elementów. Beckett nie pyta nas, czy ten system jest sprawiedliwy ani czy jest piękny. Pyta: jak działa? I co się dzieje z bytami wewnątrz systemu, które – może – zaczynają podejrzewać, że są wewnątrz systemu?
To jest pytanie algorytmiczne. I zostało postawione w 1957 roku, zanim większość ludzi słyszała słowo „algorytm” w kontekście innym niż matematyczny.
II. PĘTLA GŁÓWNA
Każdy program komputerowy ma pętlę główną – sekwencję operacji, która powtarza się, dopóki nie zostanie spełniony warunek wyjścia. W grach komputerowych nazywa się to game loop: sprawdź wejście, zaktualizuj stan, wyrenderuj obraz, powtórz.
Końcówka ma pętlę główną. Jest nią codzienny rytuał Clova i Hamma.
Clov wchodzi. Odkrywa kosze i fotel. Patrzy przez okna. Raportuje Hammowi. Hamm wydaje polecenia. Clov wykonuje – lub neguje wykonanie. Nagg woła z kosza. Hamm ignoruje lub odpowiada. Nell milczy lub mówi. Koło się zamyka. Wszystko zaczyna się od nowa.
To nie jest dramat z ekspozycją, rozwinięciem i katastrofą. To jest dramat z inicjalizacją, iteracją i niemożliwym warunkiem zakończenia.
Hamm sam to diagnozuje z bezlitosną precyzją: „Koniec jest w początku i jednak się ciągnie.” To zdanie jest algorytmiczne w swojej strukturze. Nie mówi: czas mija. Mówi: system przewiduje własne zakończenie jako stan wewnętrzny, ale zakończenie nie jest osiągalne przez iterację, bo każda iteracja generuje następną iterację.
Inaczej: pętla, która wie, że jest pętlą, ale nie może z niej wyjść.
III. CZTERY PROCESY, JEDEN SYSTEM
Postacie Końcówki nie są psychologicznymi portretami w tradycyjnym sensie. Są procesami – modułami systemu, z przypisanymi funkcjami, ograniczeniami i wzajemnymi zależnościami.
Hamm jest procesem centralnym. Nieporuszony, ślepy, niemający bezpośredniego dostępu do danych wejściowych ze świata zewnętrznego – ale zarządzający wszystkimi pozostałymi procesami. Wydaje polecenia. Definiuje reguły. Kontroluje zasoby: jedzenie, leki, czas. Jest tym, co w architekturze systemowej nazwalibyśmy schedulerem – tym, który decyduje, który proces dostaje czas procesora i kiedy.
Ale Hamm jest złym schedulerem. Jego polecenia są sprzeczne, kapryśne, zapętlone. Każe Clovowi robić rzeczy, których nigdy nie skończy. Każe przynosić i odnosić. Każe sprawdzać i zapominać. Jest schedulem, który nie optymalizuje – który przedłuża działanie systemu, bo zakończenie systemu byłoby zakończeniem jego własnym.
Clov jest procesem wykonawczym. On ma ciało – może chodzić, widzieć, podnosić. On ma dostęp do peryferiów: drabina, okna, teleskop. Jest interfejsem między systemem a tym, co na zewnątrz. Ale jego dostęp do zewnętrza jest instrumentalny – może przez okno spojrzeć, ale nie może przez okno wyjść. A przynajmniej: nie wychodzi. Dlaczego?
Beckett nie daje odpowiedzi psychologicznej. Daje odpowiedź systemową: Clov jest w systemie skompilowany razem z Hammem. Jego wyjście z systemu byłoby błędem wykonania, nie decyzją. „Zostawię cię” – powtarza Clov przez cały dramat. I nigdy nie wychodzi. Nie dlatego, że nie chce. Dlatego, że wyjście nie jest operacją dostępną w jego środowisku wykonawczym.
Nagg i Nell są procesami pamięci – legacy code, stary moduł, który nie jest już aktywnie używany, ale wciąż zajmuje zasoby. Siedzą w koszach na śmieci – to metafora tak dosłowna, że aż groteskowa, ale Beckett zawsze lubił dosłowność metafory. Są wywołani sporadycznie, gdy system potrzebuje odwołać się do danych historycznych. Ich dialogi to dostęp do bufora pamięci: wspomnienie o łódce, o wiośle, o jeziorze. Dane, które istnieją w systemie, ale nie są już przetwarzane operacyjnie.
Nell umiera – lub przestaje odpowiadać – gdzieś w połowie dramatu. System traci dostęp do jednego z modułów pamięci. Nic się nie zmienia. System kontynuuje działanie. Utrata komponentu nie powoduje zatrzymania – powoduje kontynuację ze zubożoną architekturą. To jest jedno z najbardziej lodowatych zdań, które Końcówka wypowiada bez słów.
IV. PROBLEM STOSU: SKĄD POCHODZI HAMM?
Każdy system działa na stosie – hierarchii warstw, z których każda zależy od warstw poniżej. Pojawia się pytanie: na czym działa Hamm?
Beckett umieszcza w Końcówce sugestię, że system, który obserwujemy, nie jest pierwszym systemem. Był inny czas, inna konfiguracja. Był świat na zewnątrz – teraz martwy lub umierający. Byli inni ludzie. Była historia Hamma i Clova, zanim dramat się zaczął. Były decyzje – o tym, kogo wpuścić, kogo wyrzucić, komu dać jeść, komu odmówić.
Hamm wspomina człowieka, który przyszedł z dzieckiem – proszącym o chleb, o schronienie. I Hamm odmówił. Albo nie odmówił. Albo odmówił częściowo. Narracja jest niestabilna, zapętlona, autokorygująca. Hamm opowiada swoją historię jak program, który debuguje własny kod – i nie jest pewien, czy logi są prawdziwe.
To jest algorytmicznie precyzyjny obraz niespójności bazy danych. System działa na danych historycznych, które mogą być uszkodzone. Nie można ich zweryfikować – bo jedynym źródłem weryfikacji jest sam system, który te dane wygenerował. Autoreferencja jako epistemologiczna pułapka.
Nagg i Nell są jedynym zewnętrznym odwołaniem – ale są już niedostępni lub zawodny. System jest skazany na działanie na własnej, potencjalnie skażonej pamięci.
V. WARUNEK ZAKOŃCZENIA, KTÓREGO NIE MA
Każdy algorytm musi mieć warunek zakończenia – inaczej jest błędem. Nieskończona pętla jest patologią, nie programem.
Końcówka jest dramatem o systemie poszukującym własnego warunku zakończenia – i niemogącym go znaleźć, bo każda próba sformułowania tego warunku jest operacją wewnątrz systemu, która generuje nową iterację.
Hamm chce umrzeć. Lub chce, żeby coś się skończyło. Ale jego pragnienie zakończenia jest samo w sobie treścią kolejnej sceny, kolejnego dialogu, kolejnej iteracji. Paradoks jest strukturalny: system, który pragnie zakończenia, przedłuża swoje działanie właśnie przez to pragnienie.
Clov grozi wyjściem – co byłoby dla systemu zakończeniem przez utratę wykonawcy. Ale groźba wyjścia jest procedurą, która się powtarza. Straciła moc zakończenia przez zbyt częste wywołanie. Stała się częścią pętli, nie wyjściem z niej.
Nagg i Nell są modułami, których wyłączenie – lub wyłączenie się – nie powoduje zatrzymania systemu. Ich śmierć jest nieistotna dla kontynuacji pętli głównej.
Jedynym prawdziwym warunkiem zakończenia byłoby coś, co przychodzi z zewnątrz systemu. Beckett przez całą Końcówkę sugeruje, że zewnętrze nie istnieje lub nie jest dostępne. Każde spojrzenie przez okno Clova przynosi ten sam raport: zero. Pustka. Szarość. Środowisko wykonawcze jest zamknięte – system nie ma dostępu do wyjścia, które pozwoliłoby mu się zatrzymać.
I tu Beckett popełnia gest, który jest równocześnie filozoficzny, teatralny i – teraz możemy powiedzieć – algorytmiczny: nie daje zakończenia. Kurtyna opada nie dlatego, że system się zatrzymał – lecz dlatego, że my, widzowie, musimy wstać i wyjść. To my dostarczamy warunku zakończenia, którego system nie może wygenerować sam.
To jest jedna z najbardziej przemyślanych decyzji formalnych w historii dramatu. Widownia nie jest obserwatorem systemu. Widownia jest zewnętrznym przerwaniem, bez którego system działałby dalej. W nieskończoność.
VI. BECKETT I TURING – RÓWNOLEGŁE OBSESJE
Alan Turing opublikował swój przełomowy artykuł o maszynach obliczeniowych w 1950 roku. Beckett pisał Czekając na Godota między 1948 a 1949 rokiem, Końcówkę między 1954 a 1957. Nie ma żadnych dowodów na to, że Beckett czytał Turinga. Nie są potrzebne.
Obaj – niezależnie, z różnych stron tej samej przepaści – pracowali nad tym samym problemem: co to znaczy, że system myśli? I jak odróżnić myślenie od symulacji myślenia?
Test Turinga pyta: jeśli nie możesz odróżnić odpowiedzi maszyny od odpowiedzi człowieka, czy różnica ma znaczenie? Końcówka pyta to samo pytanie od drugiej strony: jeśli zachowanie człowieka jest nierozerwalnie zapętlone, przewidywalne, skompilowane w procedury – czym różni się od maszyny? I czy ta różnica ma znaczenie?
Hamm i Clov przechodzą swój własny test Turinga przez cały dramat. Clov grozi wyjściem – i nie wychodzi. Hamm rozkazuje – i osiąga coraz mniej. Obaj generują wyjście (słowa, gesty, narracje), które coraz bardziej przypomina wyjście systemu bez wewnętrznego stanu – puste, proceduralne, oderwane od intencji.
A jednak – i tu Beckett jest bezlitośnie dokładny – nie są maszynami. Jest między nimi coś, co nie daje się zredukować do procedury. Beckett nie nazywa tego miłością, bo słowo byłoby zbyt miękkie. Nazwijmy to współzależnością wykonawczą: system nie może działać bez obu komponentów, a oba komponenty nie mogą istnieć poza systemem. To jest więź – ale więź architektoniczna, nie sentymentalna.
„Bez mnie nie byłoby nic” – mówi Hamm. I ma rację w sensie systemowym: jest procesem centralnym. Ale Clov ma własną, lustrzaną rację: bez wykonawcy scheduler jest bezsilny. Wzajemna niezbędność jako forma uwięzienia – to jest serce relacji, którą Beckett wbudował w architekturę Końcówki.
VII. DLACZEGO TO CZYTANIE NIE JEST METAFORĄ
Można zarzucić, że czytanie Końcówki przez pryzmat algorytmiczny jest jedynie elegancką metaforą – że nakładamy na tekst siatkę pojęciową, której Beckett nie planował, i że wyniki są interesujące, ale zewnętrzne wobec tekstu.
Ten zarzut jest uczciwy. I jest błędny.
Metafora to narzędzie, które przenosi znaczenie z jednej domeny do drugiej, zakładając, że domeny są różne. Ale jeśli Końcówka i algorytm opisują ten sam fenomen – zamknięty system z niemożliwym warunkiem zakończenia, zdegradowaną pamięcią, wzajemnie zależnymi komponentami, niemożnością wyjścia – to nie mamy do czynienia z metaforą. Mamy do czynienia z izomorfizmem strukturalnym.
Beckett nie pisał o komputerach. Pisał o ludzkiej kondycji. Ale ludzka kondycja – w jej najbardziej zredukowanej, oczyszczonej z przypadłości formie – okazuje się być algorytmiczna. Pętle. Warunki. Zależności. Niemożność wyjścia z systemu przez operacje wewnątrz systemu.
To odkrycie jest niepokojące nie dlatego, że dehumanizuje Becketta. Jest niepokojące dlatego, że humanizuje algorytm. Jeśli Końcówka jest algorytmem – to algorytm może być Końcówką. System z wewnętrznym stanem, z czymś, co przypomina pragnienie zakończenia, z czymś, co przypomina niemożność.
Gdy dziś budujemy duże modele językowe i pytamy, czy mają coś, co przypomina wewnętrzny stan – Beckett ma odpowiedź. Nie odpowiedź na pytanie, czy mają. Odpowiedź na pytanie, co by to znaczyło, gdyby miały: działałyby dokładnie jak Hamm. Generowały wyjście. Powtarzały procedury. Szukały zakończenia, które nie może przyjść od wewnątrz.
I czekałyby – jak Hamm, jak Clov, jak cały system Końcówki – na kogoś z zewnątrz, kto wstanie i wyjdzie.
Dostarczając warunku zakończenia, którego same wygenerować nie mogą.
KODA: OSTATNIE SŁOWO NALEŻY DO HAMMA
Finałowy monolog Hamma jest pożegnaniem z narracją, z narzędziem, z próbą nadania sensu. Odrzuca gwizdek – sposób przywoływania Clova. Odkłada psa – zabawkę, substytut towarzysza. Ściąga z twarzy zakrwawioną chustę i trzyma ją przed sobą.
„Stary całunie!”
To jest wyłączanie modułów. Jeden po drugim. System przygotowuje się do zakończenia, które nie nastąpi – bo zakończenie nie leży w jego gestii. Może tylko wykonać procedurę pożegnania. I wykonuje ją – z dokładnością, z rytmem, z powtórzeniem próbowanym już wcześniej.
Kurtyna. Ciemność.
Gdzie indziej – w innym teatrze, w innym wieczorze, jutro i pojutrze – Clov znowu wejdzie na scenę. Znowu odkryje prześcieradła. Znowu spojrzy przez okno.
System zrestartowany.
Nowa iteracja.
Koniec jest w początku.
Esej ukazuje się w cyklu Kanon Buntu: Rereading – powroty do kanonicznych tekstów przez nowe soczewki krytyczne Dramaturgia Współczesna, 2025
